top_banner

Rozdział 1

Początki Wójcina

str. 7

  Przy imieniu Albert – to na dwoje babka wróżyła – może to być i poczciwy polski Wojtek, ale i germański Albert. Imię Wojciech zapisywano bowiem w ówczesnych dokumentach łacińskich jako Adalbert lub w skróconej wersji jako Albert. Imiona czy przezwania młynarzy z 1564 roku, Kosny i Woiczka Otręba, brzmią swojsko. Nazwa osobowa Kosny może pochodzić od nazw: kos, kosa, kośba (np. Cosszni 1421 r. SSNO), a nazwy Otręba nie trzeba przecież objaśniać. Nazwa Woiczka (Woyczka), jak już wcześniej wspominaliśmy przy ustalaniu etymologii nazwy Wójcin, pochodzi od Wojciecha.

Istnieje też możliwość, że Woiczka (Woyczka) mógł być krewnym czy potomkiem sołtysa, ponieważ w dawnych rodach imiona przodków powtarzały się w następnych pokoleniach. Na pewno wspomnianego sołtysa, jeśli pochodził z polskiej rodziny, nie nazywano na co dzień we wsi Albertem czy Bercikiem, lecz po polsku Wojciechem, Wojtkiem lub nawet Wojczą czy kimś w tym stylu. Tak też nazywano zapewne jego syna czy wnuka, który został właścicielem młyna.
A wiemy już przecież, że młyn w czasie lokacji stawał się własnością dziedziczną sołtysa, którą mógł przekazywać swoim potomkom. Jeśli miał ich więcej: to jeden mógł dostać młyn, drugi karczmę, trzeci łan ziemi. Sołtys nie mógł posiadać „na starcie” tak mało ziemi jak zwyczajny chłop, co wynikałoby z dokumentu z roku 1553 (RRS), według którego sołtys miał tylko 1 łan (!).

Od lokacji wsi do 1553 roku minęło już około 200 lat, mogło już nastąpić w tym czasie rozdrobnienie własności sołtysiej, a pokrewieństwo między sołtysem i młynarzem mogło być wtedy dalekie. Hipoteza, że pierwszy sołtys mógł nosić nazwę osobową wywodzącą się od dwuczęściowego imienia „Wojciech”, wygląda bardzo prawdopodobnie.

Przed oficjałem wieluńskim w latach 1500 i 1514 stanęły dwie mieszkanki Wójcina, dzięki czemu poznaliśmy ich imiona. Sądy, które działały w imieniu kościoła, rozstrzygały spory w ramach instytucji kościelnych, a na poziomie społecznym pełniły funkcje współczesnych sądów cywilnych. Miały one kiedyś bardzo szeroki zakres jurysdykcji i mogły skazywać na śmierć lub na kary cielesne, pozbawiać wolności lub zadawać pokutę w postaci pielgrzymek i innych form zadośćuczynienia winy. Wikariusz kościelny, czyli oficjał, mianowany przez biskupa duchowny - wykonywał w jego zastępstwie i w jego imieniu pełnię jurysdykcji biskupią w zakresie sądownictwa kościelnego w diecezji (Wiki).
 Oto pierwsze historyczne „wójcinianki”:
- w roku 1500 dochodziła swoich praw przeciwko pozwanemu Samsonowi Żarskiemu, właścicielowi Przedmościa, niejaka Dorothea Stachowa de Voyuczin (AC/ t. 2/1979/1500 r.);
- w roku 1514 nieprzyjemna sprawa toczyła się w sądzie oficjała, w której uczestniczyli: pleban Mikołaj z Wójcina i niewiasta nazwana Iandrowa (AC/t. 3/801/1514 r.).

W pierwszym przypadku nie mamy wątpliwości, że mamy tu do czynienia z sympatyczną panią Dorotą, która albo posiadała nazwisko Stach lub Stachów, albo były to nazwy dzierżawcze pochodzące od jej męża o imieniu Stanisław, Stach, czyli Dorota żona Stacha, Stanisława, Stachowa. Polskość tych nazw nie może budzić żadnych wątpliwości.

Natomiast w drugim przypadku mamy nieco mieszane uczucia. Niewątpliwie nazwa Iandra, Iandro (Jandra, Jandro) pochodzi od imienia Andrzej, ale jest to imię „międzynarodowe”. Można jednak domyślać się tu także polskiej wersji Andrzeja, czyli Jędrzeja. Tylko znów nie wiadomo na pewno, czy tu chodzi o jakiś prototyp nazwiska, czyli rodzinnej, dziedzicznej nazwy osobowej, czy też mamy do czynienia z nazwą „odmężowską”, dzierżawczą - „Andrzejowa” („Jędrzejowa”). Co by jednak nie było, to jedyne znane nam wójcinianki, matki następnych mieszkańców tej wsi, nosiły polskie nazwy osobowe, co może też być „zasługą” ich mężów, Stacha i Jędrzeja, co zresztą na jedno wychodzi. W tamtych czasach na wsiach nie wytworzyły się jeszcze nazwiska, w takich małych miejscowościach wystarczyło samo tylko imię do identyfikacji osoby, a jeśli ono powtarzało się we wsi, to wtedy dopiero dodawano jakiś przydomek lub przezwisko. W przypadku Doroty Stachowej mamy dwie nazwy osobowe - o czym to mogło świadczyć? Albo w Wójcinie były aż dwie Doroty, co byłoby raczej dziwne z uwagi na rzadkość tego imienia, albo mogło być we wsi więcej kobiet noszących drugą nazwę „Stach” czy „Stachów” i wtedy dodanie imienia Dorota byłoby zasadne.

Można więc powiedzieć, że mimo iż Wójcin lokowany został na prawie niemieckim – to wśród pierwszych historycznych mieszkańców znajdujemy wyłącznie polskie nazwy osobowe. Wójcińscy osadnicy pochodziliby więc z okolic zamieszkałych przez Polaków - z ziemi wieluńskiej lub z Górnego Śląska. W „Liber Beneficiorum” (1522) znajduje się m.in. informacja, że w kościele w Wójcinie znajdują się: psałterz pergaminowy i agenda drukowana diecezji wrocławskiej (!), która obejmowała wtedy cały Śląsk. W czasie lustracji wsi Żdżary w 1659 roku (wieś ta należała do parafii wójcińskiej) dwaj sołtysi z tej wsi, Adam Zemła i Paweł Waligóra, oświadczyli lustratorom, że ich uprawnienia pisemne znajdują się w Namysłowie (!):
 „jednak dla powietrza nie mogą mieć ad praesens” („powietrza” tzn. zarazy).

Jak widać długo przetrwały w Wójcinie i w Żdżarach jakieś dawne nici powiązań ze Śląskiem, dlatego śląskiego pochodzenia pierwszych mieszkańców Wójcina nie można wykluczyć. Mogli oni przybyć do ziemi wieluńskiej na zaproszenie Kazimierza Wielkiego, zwłaszcza wówczas, kiedy król dzierżył tytułem zastawu polskojęzyczną ziemię namysłowską w latach 1341–56 (Namysłów, Kluczbork, Byczyna i Wołczyn). W tamtych czasach trafiały się na Śląsku wioski polskie ciągnące się aż do Wrocławia, a i w samym mieście były przedmieścia zamieszkane przez Polaków. Między Nysą a Grodkowem znajdowały się wsie Kłodobok i Woitz (!), o których napisano:
„adhuc polonica lingua in his terris fuerit praedominans; nam odinaria concio per curatum fuit polonica, additus postea canonicatus pro concionatore germano” (Cod28).

Mieszkali tam jeszcze drobni polscy rycerze o imionach: Stanislaus, Woyslaus, Woyschik i Manczka (czyli Mączka). Za Prosną, w pobliskiej Byczynie, zapisy w księgach cechowych aż do końca XVIII wieku prowadzono w języku polskim. W tamtejszym kościele luterańskim od 1532 roku nabożeństwa odbywały się w języku polskim. W Byczynie znajdowało się w XVI i XVII wieku gimnazjum z polskim językiem wykładowym, słynne z wysokiego poziomu nauczania. Do szkoły tej kupcy niemieccy z Wrocławia wysyłali swoje dzieci, aby nauczyły się tam języka polskiego przydatnego w stosunkach handlowych z Rzeczpospolitą (PpM). Wiele nazwisk mieszkańców Byczyny z tamtych czasów występowało również w Wójcinie, co jest zastanawiające.

Ziemia wieluńska i namysłowska za panowania Kazimierza Wielkiego (Bibl)

 

 

 

 

 

 

3. Ziemia wieluńska i ziemia namysłowska w państwie Kazimierza Wielkiego (Bibl)

Tak więc pierwsi koloniści wójcińscy, jeśli pochodzili z pobliskiego Śląska - to byli także na pewno Polakami. Natomiast do sąsiednich wiosek klasztornych (Łubnice, Chróścin) niemieckie mniszki-cysterki mogły nasprowadzać kolonistów ze swych stron rodzinnych, czyli ze zniemczonej części Dolnego Śląska.

Hipotetycznie można również założyć, że niewielka wieś mogła zostać założona przez jedną rodzinę, na której czele stał niejaki „Woycza” lub „Woyczyn”, skoro w początkach XVI wieku istniało tam tylko 5 łanów „kmiecych”(?). Być może rodzina ta mogła pochodzić nawet ze zubożałej szlachty, ponieważ w tej części Polski zasadźcami byli przeważnie przedstawiciele tego stanu społecznego. Byłoby to zgodne z teorią etymologiczną Z. Glogera, o której już wspominaliśmy wyżej. We wsi występowały takie imiona męskie jak: Wojciech, Stanisław i Andrzej, a kobietom nadawano jako drugą nazwę osobową odmężowskie nazwy: Stachowa, Jandrowa. Mogły tam występować już nie tylko imiona czy przezwania, lecz nawet pierwsze wójcińskie nazwiska:
Stach, Stachów, Jandra, Otręba, Kośny.
O tym, że pierwsi Wójcinianie mieli wielkie poczucie godności i nie byli tylko pokornymi włościanami, a może nawet mieli pewne cechy zadziorności, świadczyć może ich frekwencja w sądach oficjała wieluńskiego:
wspomniana już sprawa Stachowej (1500) i Iandrowej (1514), a w 1522 r. cała wieś wystąpiła z pozwem przeciwko samemu plebanowi i to aż dwukrotnie.

 

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2022.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej