top_banner

Rozdział 1

Początki Wójcina

str. 3

    Posłużmy się teraz inną hipotezą etymologiczną. W Wójcinie w XVI wieku źródła odnotowują istnienie dwóch młynów, z których jeden nosił nazwę –„Woiczki Otręba” (Lus 1564). Wspominaliśmy wyżej, że K. Rymut wiele nazw już wymienianych wywodził od imienia Wojciech lub od nazwy „wójt”. Spróbujmy wykorzystać to do naszych hipotetycznych rozważań. Często nazwy młynów pochodziły od imion ich właścicieli i przykładów nie trzeba byłoby szukać daleko: Bezula w Dzietrzkowicach i Krupka w Łubnicach (JMD 111). Młyny w miejscowościach lokowanych na prawie niemieckim  należały do sołtysa lub wójta i mogły być, jak każda własność dziedziczna, przekazywane spadkobiercom. Pierwszym sołtysem Dzietrzkowic był niejaki Dzietrzyk, który musiał być ważną i zasłużoną osobistością, skoro wieś przyjęła nazwę od jego imienia (JMŁ20).

 Gdyby taką analogię rozciągnąć na Wójcin i doszukiwać się nazwy wsi pochodzącej od pierwszego sołtysa – to wówczas nazwa młyna (Woiczki) i młynarza „Woiczka” (od Woyczka, zdrobnienia od Wojcza) mogłaby być jednym z mocnych argumentów, ponieważ pierwsi młynarze z reguły byli krewnymi sołtysów jako ich spadkobiercy. Nazwa „Woiczki” zdaje się odpowiadać na pytanie: czyj to młyn? W dawnych czasach pewne imiona rodowe często powtarzały się wśród potomków, zatem takie nazwy indywidualne jak „Woiczka” / Wojczka (od Wojcza, Wojta, Wojka) mogły występować dość często. Zatem podobnie jak w koncepcji etymologicznej Z. Glogera, nazwa wsi mogła się wziąć od imienia sołtysa, a nie od właściciela wsi. Znajdująca się w XVI wieku obok imienia Woiczka nazwa Otręba może oznaczać indywidualne przezwanie lub już dziedziczną nazwę określającą całą rodzinę, czyli nazwisko, które jednak mogło wykształcić się znacznie później, a nie w XIV wieku, kiedy powstawał Wójcin. Nota bene nazwisko takie spotykamy w zachowanych księgach metrykalnych Wójcina jeszcze w  XVIII wieku.

Młyn w Wójcine

 

 

 

 

 

 

 

2. Młyn w Wójcinie (w.pl : Galeria / Wójcin dziś)

A „teoria wójtowska”? W przypadku Wójcina można by dorobić jeszcze jedną hipotezę, opierając się na pewnych niejasnych informacjach dotyczących lokacji miasta na terenie Łubnic (1238, 1246). Zasadźcą, czyli organizatorem miejscowości i docelowym wójtem, miałby tam być niejaki Konrad (JMŁ, JMD). Wiadomo też, że istniała już wcześniej polska wieś o nazwie Łubnice, a zasadźca mógł przenieść miejscowość założoną na prawie polskim na niemieckie prawo magdeburskie. Słowo „przenieść” występuje tu nie tylko jako czynność prawna, ale również w znaczeniu dosłownym. Osady wtórnie lokowane, zwłaszcza miasta, często powstawały w pobliżu, lecz już na nowym, bardziej dogodnym miejscu, ponieważ rozproszenie zabudowy wiejskiej nie nadawało się do tego przedsięwzięcia. Miasta budowano według planu w zwartym i regularnym układzie, więc dla Łubnic taka możliwość istniała tylko na zachód od istniejącej już wsi, na terenach, na których później powstała wieś Wójcin. Lokacja „miasta Łubnice” ostatecznie nie powiodła się i Konrad występuje później w dokumentach z tytułem „scultetus”, czyli sołtys - a nie „advocatus”, czyli wójt. Być może przyczyniła się do tego „dywersja” ze strony księcia wielkopolskiego Bolesława Pobożnego, który po odzyskaniu ziemi rudzkiej (późniejszej wieluńskiej) doprowadził do lokacji miasta o nazwie Bolesławiec (1266). Oczywiście, w tej sytuacji nie wspierał rozwoju „miasta” Łubnice lokowanego przez książąt opolskich, obawiając się być może roszczeń do tego terenu ze strony zakonu cysterskiego, który zawsze będzie dążył do połączenia w jedną całość swych posiadłości w Łubnicach i w Chróścinie rozdzielonych obszarem Wójcina. Poza tym nazwa faworyzowanego Bolesławca pochodziła od imienia księcia i stąd jego dodatkowy sentyment. Z ekonomicznego punktu widzenia taka bliskość dwóch miast byłaby zresztą dla nich zabójcza, ponieważ osady o charakterze targowym tworzono z takim wyliczeniem, aby obsługiwały one wsie w promieniu około 25 km, co umożliwiało w ciągu dnia - tam zajechać i wrócić do domu. Późniejsza wieś Wójcin posiadała obszerny plac w środku wsi, który był charakterystyczny dla lokowanych miast. Może po niedoszłej inwestycji miejskiej pozostała nazwa pola pochodząca od działki „wójta” (Wójcin), a w sto lat później odbędzie się na tym miejscu lokacja wsi na prawie niemieckim? Nie wiadomo dlaczego Niemcy w czasie okupacji hitlerowskiej nazwali wieś „Vogtsdorf” (!). Wyraz „Vogt” onacza „wójt”, zaś „Dorf” – to wieś, czyli razem „Wójtowa Wieś”(!). Czy Vogtsdorf to nazwa wymyślona na doraźny użytek, przypadkowa, czy może w nieznanych nam źródłach niemieckich zachowała się jakaś interesująca informacja historyczna o takiej nazwie?

Przedstawiliśmy oto kilka hipotez dotyczących etymologii nazwy Wójcin, wszystkie wyglądają na prawdopodobne, a jak było naprawdę - tego nigdy się już zapewne nie dowiemy.

Wieś przez cały niemal okres Polski feudalnej należała do prowincji wielkopolskiej, archidiecezji gnieźnieńskiej, archidiakonatu wieluńskiego, parafii własnej, czyli wójcińskiej. Był jednak taki czas w średniowieczu, że przynależność dzielnicowa tej miejscowości wahała się między Śląskiem a Wielkopolską. Wójcin znajdował się bezpośrednio w ziemi rudzkiej, nazwanej później ziemią wieluńską, i nieraz znajdował się we władaniu książąt śląskich. Dotyczy to zwłaszcza rejonu Bolesławca w latach: 1234 - 1249, 1281 – 1329, 1370 - 1391 (WSz).
W wieku XIV, kiedy to mógł powstać Wójcin, rejon Bolesławca znajdował się poza Wielkopolską i to więcej niż połowę tego stulecia (!). Nie zawsze przejmowanie władzy nad tym obszarem miało pokojowy charakter, a „wyrywanie” sobie tego małego kawałka Polski nie mogło nie odbić się na warunkach życia mieszkańców tej ziemi. Gdyby Władysław Jagiełło nie odzyskał ziemi wieluńskiej w 1391 roku – to mieszkańcy tej wsi położonej na prawym brzegu Prosny zaznaliby goryczy ucisku narodowego i wynaradawiania, a ich historia należałaby do historii Czech i Niemiec, a nie do historii Polski. Ale i tak przez najbliższe sto lat, to jest do początków XVI wieku, ziemia wieluńska nieraz padała ofiarą rabunkowych najazdów ze śląskiej strony, organizowanych zarówno przez pomniejszych rycerzy śląskich i czeskich, jak też przez książąt piastowskich i monarchów walczących o tron Czech, którzy urządzali dywersyjne najazdy na ten skrawek Polski.

Do szczególnych zniszczeń ziemi wieluńskiej, w tym zapewne też Wójcina i sąsiednich wsi, przyczyniły się najazdy (WSz):
-   najpierw księcia Władysława Opolczyka, któremu Jagiełło odebrał zbrojnie ziemię wieluńską w 1391 roku, a tenże Opolczyk jeszcze przez parę lat będzie urządzał łupieskie najazdy na terytorium ziemi wieluńskiej, siejąc pożogę i zniszczenie, a nawet porywając ludzi, zaś znajdujący się ciągle w jego rękach Bolesławiec zostanie przyłączony do Polski dopiero po jego śmierci w 1401 roku;
- potem najazd w 1442 roku, kiedy to Asenheimer, człowiek Habsburgów, zniszczył Wieruszów i doszedł do Wielunia;
- potem w latach 1452 (Pat) i w 1457, kiedy to książę oświęcimski najeżdżał na Wieluń;
- w 1474 roku, kiedy król Węgier Maciej Korwin najpierw zajął Śląsk, a potem oblegał Bolesławiec.

Bardzo dokuczliwym rabusiem był niejaki Jelcz (Gelcz) z Wołczyna (Wiki). Właściwie to nazywał się on Hans von Borschnitz i miał być potomkiem hrabstwa Jelcz (Jeltsch) spod Oleśnicy. W 1451 roku rycerstwo wieluńskie ruszyło w pościg za „raubritterem” śląskim, ale w bitwie pod Byczyną zginęło wielu znanych rycerzy wieluńskich. Gdy w tym samym roku w Krakowie Rada Królewska roztrząsała kwestię bezpieczeństwa i rozbojów – to na tej naradzie podniesiono też „potrzebę oblężenia warowni Wełczyn (Wołczyn), z której Gelcz, sławny rozbójnik Szląski (...) ciągle na królestwo napadał i popełniał rozboje..”- zapisał kronikarz J. Długosz (Wiki). Wcześniej król Władysław (Warneńczyk) próbował porozumiewać się z panami śląskimi celem  położenia kresu tym najazdom, ale trudno im było opanować anarchię panującą w Czechach w okresie wojen husyckich. Pojedynczy rycerze małopolscy również urządzali najazdy rabunkowe na śląskie Beskidy, biorąc odwet za grabieże, jakich dopuszczali się tamtejsi raubritterzy.

Ze strony polskiej jedyną znaną wyprawą, która doprowadziła do zniszczeń po drugiej stronie Prosny, była ekspedycja militarna hetmana Jan Zamojskiego w 1588 roku. Interwencja ta miała cele polityczne, ponieważ chodziło o wymuszenie na arcyksięciu Maksymilianie Habsburgu rezygnacji z pretensji do tronu polskiego. Doszło wówczas do bitwy pod Byczyną, a potem do splądrowania i spalenia miasta, z którego tylko kościół i ratusz ocalały. Mieszkańcy Wójcina musieli słyszeć wtedy kanonadę artyleryjską i oglądać łunę nad płonącym miastem, i nie był to ani pierwszy, ani ostatni taki widok, a z kolei mieszkańcy Byczyny również nie jeden raz musieli oglądać ogień nad Wójcinem.
Zagony Jana Zamoyskiego po bitwie byczyńskiej ruszyły w głąb Śląska i doszły aż pod Namysłów, niszcząc posiadłości księcia brzeskiego, lennika cesarza Rudolfa Habsburga. Była to demonstracja siły mająca na celu wzbudzenie respektu i zniechęcenie Habsburgów do interwencji w Polsce. Spalono wtedy Kluczbork, złupiono Olesno, według jednych spalono 400 wsi (według innych - 126), 54 dwory szlacheckie i 5 miast, poza tym uprowadzono: 14 tysięcy sztuk bydła, 54 tysiące owiec, 16 tysięcy koni i wielu młodych ludzi (PpM XIV).  Podobnie zachowywali się chyba najeźdźcy ze Śląska w okolicach Wójcina w XIV i XV wieku.

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2022.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej