top_banner

Rozdział 4.

Kryzys i upadek Rzeczypospolitej (XVIII w.)

str. 6

    Mieszkańcom Wójcina starostowie nie stwarzali tak dogodnych warunków. Proszę zwrócić uwagę, że jest tam następująca wzmianka:

„Wszystkie chałupy początkowo przez dwór wystawione” (!).

    Wynika z tego, że aby zachęcić do osadnictwa w Goli – to wybudowano nawet specjalne domy dla osadników, a ziemię, chyba kiedyś folwarczną, podzielono potem między nowych mieszkańców.  Te „wybudowane” domy mogły być chyba czymś w rodzaju „domów folwarcznych”, ale zostały później opuszczone, ponieważ ślad po folwarku na Goli zniknął przed lustracją w 1661 roku. Było to tuż po „Potopie” i być może, że nie mogąc sprostać wygórowanym wymaganiom starościńskich urzędników, mieszkańcy wsi po prostu przenieśli się na drugą stronę Prosny albo skierował ich tam strach przed Szwedami. Powstałą pustkę zaczęto zagospodarowywać w ten sposób, że stwarzano atrakcyjne warunki dla nowych osadników, czyli „przychodniów obcych”, jak nazywano cudzoziemców lub ludzi odmiennej religii. Nad dolną Wisłą osiedlali się już w XVI  stuleciu osadnicy z Holandii, którzy zagospodarowywali początkowo zabagnione Żuławy wiślane. Zawierano z nimi umowy jako z wolnymi osadnikami otrzymującymi ziemię na wieczystą lub wieloletnią dzierżawę, na prawie czynszowym, z prawem dziedziczenia tej dzierżawy i nazwano to „prawem olęderskim”. Potem na takich samych warunkach osiedlano i innych cudzoziemców, nazywając ich także „Olędrami”, choć niekiedy trafiali się w tej roli i Polacy.

 W Goli, jak już było wspomniane, mieszkali już w pierwszej połowie XVIII wieku jacyś luteranie, można więc przypuszczać, że byli to imigranci, może nawet uciekinierzy ze Śląska, sądząc po zapisie, że była tam:

w 1770 roku siedziba 4 dziedzictw oraz 21 Lateran, którzy jednak chowają i chrzczą się w Wójcinie” (Del 16).

Jak widać luteranie przeważali tam zdecydowanie. Między tych osadników „obcych” rozdzielono ziemię „dworską”, czyli folwarczną, dając im też możliwość zamiany czynszu na pańszczyznę, jeśli to będzie dla nich wygodne. Określony czynsz dawał cały tydzień roboczy do dyspozycji rolnika, umożliwiając mu staranniejszą uprawę użytkowanej roli, zwiększenie dochodowości, poprawę warunków bytowych i zdrowotnych. Jeśli czynsz był jednak  zbyt wysoki – to mógł sytuację pogorszyć. Dowiadujemy się wtedy po raz pierwszy o tym, że na Prośnie zbudowany został most przez starostwo z Bolesławca, a za przejazd pobierana była opłata zwana „mostowe” (Del 19). W XVII wieku to mieszczanie z Bolesławca czerpali korzyści z tego przejścia granicznego i opłacali z tego stały czynsz panu staroście. Ruch przez granicę odbywał się z pewnością w obie strony i na kupcach byczyńskich też można było zarobić. Może była tam już wtedy także komora celna stróżująca stale i zbierająca pieniądze dla pana starosty, ponieważ w księgach metrykalnych wójcińskich (1783 r.) pojawił się wówczas niejaki Typirski z określeniem „urodzony”, czyli szlachcic (Pat 8) - może to był szef tej placówki? Znajdował się wówczas także w Goli młyn „nowy”, czyli drugi już z kolei, wyposażony w grunty i opłacający się zgodnie z umową staroście. Posiadłości wokół tego młyna z czasem urosną do rozmiarów pokaźnego folwarku. Była tam też karczma, browar oraz gorzelnia, ale ta ostatnia miała zostać przeniesiona wkrótce do Wójcina, o czym lustratorzy wójcińscy jednak nie wspominają. 

   Grunty proboszczowskie w Wójcinie (4 łany), nie licząc tych w Żdżarach, znajdowały się w kilku miejscach: pod  Lipką, pod Chróścinem, na Brzezie, pod Łubnicami, pod Grodzą, za mostami bolesławieckimi. Oprócz tego była łąka zwana Bonik w międzyrzeczu Prosny i łączka pod młynem.  Dowiadujemy się, że na swoje usługi miał proboszcz w Wójcinie (Pat 15):

 „7 poddanych obsiewających role za roboty dla plebanii i 2 komorników, mieszkających w domach kościelnych za opłatą”.·
   Do dochodów płynących z tych gruntów należy doliczyć dziesięcinę pieniężną z folwarku oraz od  kmieci wójcińskich, która realizowana była w ziarnie.


   Poważne dochody osiągali właściciele wsi z wyszynku alkoholi, także dzierżawcy starostw, a czasem również proboszczowie. Dochody starosty płynące z tej działalności wykazane zostały w dokumencie lustracyjnym:

„[...] mieszkańcy Wójcina w ciągu roku wypili 46 beczek piwa i 535 garncy wódki [...]” (Lus1789).

  Beczka staropolska mieściła około 271 litrów piwa i dzieliła się na 72 garnce, a garniec staropolski zawierał około 3, 77 litra (Tablice Historyczne). W lustracjach z XVI i XVII wieku nie wykazywano dochodów czerpanych z produkcji alkoholi, ponieważ zasadnicze dochody osiągano z produkcji zbóż.
Od drugiej połowy XVII wieku produkty rolne zaczęły tanieć, co spowodowane było rozwojem rolnictwa w wielu krajach Zachodu. Rekompensaty więc szukała szlachta w rozwijaniu hodowli owiec, uprawie tatarki oraz w produkcji piwa i gorzałki, które sprzedawano chłopom za pośrednictwem karczem, ściągając w ten sposób drobny pieniądz chłopski. Dwór wymagał od chłopów kupowania gorzałki i piwa tylko w karczmie dworskiej, i to po cenach wyznaczonych przez dwór. Szczególnie dawał się we znaki chłopom coraz częściej zaprowadzany przymus propinacyjny, ponieważ w niektórych dobrach z góry wyznaczano każdemu chłopu obowiązek zakupienia określonej ilości wódki lub piwa w dworskiej karczmie. Nie wiemy ilu mieszkańców liczył Wójcin w czasie ostatniej lustracji, możemy dokonać jednak szacunkowego obliczenia ilości rodzin zamieszkujących wieś: 6 kmieci, 27 półrolników, 14 zagrodników, młynarz, karczmarz, 2 gajowych, włodarz – razem rodzin 52. Nieznana jest liczba czeladzi dworskiej czy komorników mieszkających u zamożnych kmieci. W taki sam sposób możemy obliczyć ilość rodzin zamieszkujących inne wsie interesującego nas starostwa. Ilości spożytej gorzałki w litrach, w przeliczeniu na jedną rodzinę, w starostwie bolesławieckim wyglądałaby następująco:

Jankowy 35, Wyszanów 56, Żdżary 42, Wiewiórka 76, Wójcin 38, Gola 159 (!)

 W przypadku Goli, jeśli liczby nie kłamią, mogłoby to oznaczać, że dokonywano tu wielkiej sprzedaży ze względu na przejście graniczne i znaczny ruch „tranzytowy” na trasie Byczyna – Bolesławiec, a możliwy był też eksport na Śląsk lub kontrabanda.  Nie wiemy, jakiej „mocy” była ta gorzałka, jeśli około 50 % - to na rodzinę w Wójcinie wypadłoby z wyszynku starościńskiego 19 litrów czystego spirytusu. W rodzinie pięcioosobowej byłyby to blisko 4 litry czystego spirytusu „na głowę”. W naszej szerokości geograficznej są to ilości dosyć umiarkowane, ale do tego trzeba jeszcze dodać przecież konsumpcję piwa. Ilość skonsumowanego piwa w przeliczeniu na czysty spirytus dałaby nam około 7 litrów spirytusu „na głowę”, zakładając, że piwo miało 3% alkoholu, a wspomniane „beczki” były miary staropolskiej. Razem gorzałka i piwo - to 11 litrów czystego spirytusu na "głowę (!). W przeliczeniu na ówczesne złote - za piwo wpłynęło do kasy starościńskiej 92 zł, a za gorzałkę 532 zł, czyli razem 624 zł. 
Wróćmy jeszcze na chwilę do książki J. S. Bystronia, zwracając uwagę, że jego opis dotyczy całej Polski, a nie tylko starostwa bolesławskiego:

„[...] na wsi pito dużo; ci, którym się źle powodziło, pili na zapomnienie, inni dla dodania sobie otuchy, dla zawadiactwa.[...] pijaństwo było powszechne i nikt się nim tak dalece nie gorszył[..] poza tym karczmy były własnością dworu i tym większy dochód przynosiły im więcej chłopi pili[...] wyrabiano trunki bardzo liche, sprzedawano je bardzo drogo, zakazywano pod ostrymi karami pić gdziekolwiek poza karczmą dworską, jak również wyrabiać je u siebie”(BysI 234).

   Praktyka była następująca: pan dawał karczmarzowi pewną ilość beczek na tydzień, za które karczmarz musiał oddać mu pieniądze, czy to zostanie opróżnione, czy też nie. Karczmarz zaś dochodził swej straty na chłopach, rozcieńczając piwo i gorzałkę, ile się tylko da. Trzeba jeszcze dodać, że szlachta piła jednak więcej alkoholu niż chłopi, ponieważ ją było na to stać, dotyczy to także osób ze stanu duchownego -  jak zaświadcza to biskup Krasicki w swojej „Monachomachii” i ksiądz J. Kitowicz w „Pamiętnikach”.
W Wikipedii znajdziemy taką informację:

„Piwo spożywano w dużych ilościach, średnio 0,25 litra dziennie. Dużo więcej pili magnaci i zamożna szlachta – nawet 500 do 1000 litrów na rok. Należy przy tym zaznaczyć, że ówczesne piwo zawierało znacznie mniej alkoholu od produkowanego obecnie”.

 Może, więc ilość alkoholu w przeliczeniu na czysty spirytus była niższa niż ta, którą naliczyliśmy?    Współczesna Europa ma najwyższe spożycie alkoholu na świecie, w 1998 roku spożycie ustalono na około 7,3 litra czystego alkoholu na jednego mieszkańca, niektóre kraje notowały 0,9 litra, ale były i takie, gdzie ten wskaźnik wynosił 13,3 litrów, a spożycie nierejestrowane mogło być jeszcze wyższe (około 20 l).  Nie wiadomo co było dla rodziny chłopskiej bardziej szkodliwe – całodzienna pańszczyzna, kije lub baty - czy przymus propinacyjny?   

 

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2021.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej