top_banner
Katyń 1940 - Pamiętamy

Ofiary
zbrodni "katyńskiej" 1940 roku
i innych obozów zagłady

  

 

 

Str. 5

Próba rekonstrukcji i komentarz

Na początku marca 1940 roku komisarz ludowy Ławrentij Beria już wiedział, jak należy postąpić z wszystkimi polskimi oficerami, którzy dostali się do sowieckiej niewoli. „Wszyscy są zatwardziałymi i nierokującymi poprawy wrogami władzy radzieckiej”- pisał do Stalina. „Ich sprawę należy zatem rozpatrzyć w trybie specjalnym z zastosowaniem najwyższego wymiaru kary – rozstrzelania”.
5 marca 1940 roku jego wniosek trafił na posiedzenie Biura Politycznego partii bolszewickiej.
Na dokumentach z wyrokiem śmierci widnieją podpisy Stalina, Woroszyłowa, Mikojana i Mołotowa.

Los polskich jeńców wojennych został przesądzony. Machina śmierci ruszyła z kopyta. Wszystko co się wydarzyło później, nazywamy mianem zbrodni katyńskiej.

Aby zrozumieć istotę tej zbrodni musimy cofnąć się w czasie do 1939 roku.
Wójcin – przedwojenna wioska leżała na pograniczu powiatu wieluńskiego, województwa łódzkiego.
Leniwie płynąca obok Prosna stanowiła wówczas granicę II Rzeczypospolitej i Rzeszy Niemieckiej.
1 września Niemcy zaatakowali na całej szerokości granice Polski. W Wójcinie żyją jeszcze i dzisiaj ludzie, którzy pamiętają ten mglisty wrześniowy świt. Na naszym cmentarzu leżą niemi świadkowie tych wydarzeń – Leon Pietraszewski i Jan Świątek – obrońcy placówki granicznej na Goli. W kampanii wrześniowej przewaga wojsk niemieckich była znaczna. Wojsko Polskie w trakcie ciężkich bojów cofało się na linię Wisły, a potem Bugu.

17 września 1939 roku zgodnie z wcześniejszą umową określoną w tzw. pakcie Ribbentrop-Mołotow Polskę zaatakował także Związek Radziecki. Marszałek Edward Śmigły-Rydz wydał wtedy „nieszczęśliwy” rozkaz nr 005, w którym nakazywał, by nie wchodzić w styczność ogniową z Armią Czerwoną. Żołnierze polscy prawie bez walki oddawali się do niewoli radzieckiej wierząc, że tam będą bezpieczni. Do niewoli radzieckiej dostało się wtedy prawie 200 tysięcy polskich żołnierzy, w tym 22 tysiące oficerów od podporucznika do generała.
Oficerów oddzielono od żołnierzy i umieszczono w obozach, w Kozielsku (4461) , Starobielsku (3900) i Ostaszkowie (6800). 22 czerwca 1941 roku Niemcy hitlerowskie zaatakowały także i niedawnego sojusznika, Związek Radziecki.
Dla Polski oznaczało to konieczność nawiązania współpracy z jeszcze niedawnym agresorem. Został podpisany układ Sikorski – Majski (4 lipca 1941), według którego spośród żołnierzy wziętych do niewoli w 1939 roku została utworzona Armia Polska pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Natychmiast po ogłoszeniu informacji w radio i prasie o tworzeniu się jednostek polskich w Związku Radzieckim, zgłaszały się tam tysiące żołnierzy, ale wśród nich brak było oficerów. Na oficjalne zapytanie premiera Sikorskiego, co się z nimi stało? , Stalin odpowiedział: że zapewnie pochowali się gdzieś na Syberii lub też uciekli do Chin. Poszukiwania kierowane przez rotmistrza Józefa Czapskiego nie dały żadnych rezultatów. Oficerowie przepadli.

13 kwietnia 1943 roku radio niemieckie poinformowało, że w lesie katyńskim niedaleko Smoleńska odkryto masowe groby polskich oficerów.
W ośmiu dołach znaleziono 4461 ciał. Wtedy wszystko stało się jasne. Oficerowie ci nie mogli zgłosić się do Armii gen. Andersa, bo już dawno nie żyli.
Ci którzy zostali zamordowani w Katyniu, byli z Kozielska. Podobny los spotkał oficerów ze Starobielska i Ostaszkowa.
W czasie ekshumacji przeprowadzonej przez Niemców zabezpieczono przy ciałach ofiar ponad 3000 przedmiotów wśród których były między innymi pamiętniki, które to dawały świadectwo o ostatnich miesiącach, dniach a nawet godzinach ich życia.

Co było potem, tego możemy się tylko domyślać. Szczegółów eksterminacji w lesie katyńskim nie znamy. Nie odnaleziono żadnych zapisów i meldunków. Brak też wiarygodnej relacji z tej egzekucji, gdyż nikt jej nie przeżył. Najwięcej szczegółów o rozstrzeliwaniu jeńców z Ostaszkowa przekazał w swym zeznaniu nadzorujący tę akcję, tamtejszy naczelnik NKWD Dymitr Tokariew. Według jego zeznań ofiarom zadawano śmierć pojedynczo, z broni krótkiej typu „Walther”, załadowanej amunicją produkcji niemieckiej. Jak wykazały późniejsze ekshumacje, jeńców uśmiercano jednym strzałem w tył głowy, rzadko dochodziło do dwóch lub trzech strzałów. Niektórzy jeńcy mieli związane z tyłu ręce jednakowym sznurem, wiązanym w dość typowy sposób, że przy próbie ruchu ofiara dusiła się pętlą przechodzącą przez szyję. Niewielka grupa jeńców miała zarzucone na głowę płaszcze. W Katyniu procedura rozstrzeliwania była zapewnie następująca: przewiezienie kolejnej grupy jeńców autobusem do lasu, po czym przeprowadzano rewizję w domach przez NKWD , a następnie przewożono ofiary na brzeg mogił w karetkach typu „czornyj woron” w których każdy więzień siedział wciśnięty w osobną miniaturową celkę. Od chwili umieszczenia w takiej celi śmierci żaden opór więźnia nie był już możliwy.

I w taki oto sposób, od 3 kwietnia do połowy maja codziennie zabijano 250 oficerów polskich. Zbrodnia katyńska to wydarzenie, które nie miało precedensu w dziejach świata. Rosja Radziecka decyzją swoich przywódców zamordowała 22 tysiące bezbronnych oficerów polskich, chronionych przez obowiązujące prawo międzynarodowe. Niezwykłość tej zbrodni polegała na tym, że przez 50 lat wszyscy wiedzieli kto i co zrobił, a jednak zaciągnięto nad nią „kurtynę obowiązkowego milczenia”. Oficjalne czynniki państwowe ze względów politycznych i stosunki z „wyzwolicielami” Polski lansowały tę „prawdziwszą prawdę”.Obecnie nazywamy to kłamstwem katyńskim.

Dziś spoglądamy na mord katyński z perspektywy miejsca, w którym się znajdujemy.
Z perspektywy Wójcina.
Trzy lata temu poświęciliśmy odnowiony pomnik znajdujący się w Wójcinie nad Prosną, a upamiętniający mieszkańców Wójcina. Tych, którzy zginęli zamordowani przez Niemców w obozie Dachau. Wszyscy, którzy tam zginęli, zostali aresztowani w dniu 29 kwietnia 1940 roku. Porucznik Józef Ziemski widnieje na liście katyńskiej datowanej na dzień 20 kwietnia 1940 roku. Zginął zapewnie w dzień lub dwa później. Jak wynika z powyższych danych, trudno tu mówić o przypadku. Fakty wskazują raczej na to, iż działania okupanta hitlerowskiego i radzieckiego były doskonale skoordynowane i uzgodnione, czego dowodem były spotkania Gestapo i NKWD w Zakopanem w listopadzie i grudniu 1939 roku. Okupanci uzgodnili tam jednolite działania skierowane przeciwko elitom intelektualnym i społecznym Polski. Wszyscy mieli zostać wymordowani, a pozostali Polacy stanowić bezmyślną, niewolniczą siłę roboczą na usługach okupanta. Ofiary Dachau i ofiary Katynia są tego najlepszym dowodem. W Dachau zginęli najlepsi synowie ziemi wójcińskiej, na Golgocie wschodu w Katyniu najlepsi synowie polskiej ziemi, wśród nich także Józef Ziemski i urodzeni w Wójcinie Antoni Dulas i Władysław Adamski.

Wszyscy zginęli tylko dlatego, że byli mądrymi, wykształconymi i kochającymi ojczyznę Polakami.
Przez wszystkie lata powojenne upamiętniano ofiary zbrodni hitlerowskiej, pora nareszcie pamiętać i o tych, którzy zginęli na wschodzie.

Posadzony na placu szkolnym w Wójcinie „Dąb pamięci” jest hołdem złożonym wszystkim, którzy zostali na tamtej „nieludzkiej ziemi”. Tenże dąb i poświęcona tabliczka powinna nam przypominać o tragedii, jaka wydarzyła się w Katyniu w 1940 roku.

Opracował: Sławomir Smolnik - Wójcin 2010
Zdjęcia: Andrzej Głąb

Dla dociekliwych więcej w Wikipedii
Link do Cmentarzy Wojennych  (Federacja Rodzin Katyńskich)

(Kliknij w zdjęcie poniżej aby je powiększyć)

img_007  img_008   Kliknij na zdjecie żeby powiekszyć
    Kliknij aby powiekszyć  Kliknij aby powiekszyć

 

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2018.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej