top_banner

Rozdział 5.

Pod zaborami u schyłku feudalizmu.

str. 7

   Nie wiadomo, kim byli ci wspomniani wyżej dobroczyńcy kościoła zwani tu „Najjaśniejszymi Kolatorami”, co sugerowałoby nawet osoby panujące z czasów Księstwa Warszawskiego. Tradycyjnie kolatorami byli właściciele majątków ziemskich na terenie parafii. Mieli oni prawo do umieszczania w kościele kolateralnym tablic nagrobkowych i dysponowali własnymi ławkami. Ostatecznie jednak w 1825 roku ksiądz musiał zrezygnować z posiadania browaru, gorzelni i karczmy, ale otrzymywał za to od rządu 62 ruble i 18 kopiejek rekompensaty rocznie. Zamiast prawa do bezpłatnego „wolnego wrębu” w lasach - dostawał później pleban deputat leśny dostarczany mu przez las rządowy, a wynoszący:
28,5 sążni kubicznych drzewa iglastego; 10,25 sążni kubicznych drzewa twardego oraz 15 sążni albo 30 fur karpów. Kiedyś mieli też plebani wójcińscy prawo do nieodpłatnego wypasania bydła w lesie, na ugorach, ścierniskach i łąkach dominialnych - po sprzęcie zboża i siana, tam gdzie inwentarze dominialne pasione bywały. Od początku swej pracy duszpasterskiej w Wójcinie musiał ks. Lisiecki prowadzić „wojnę na pisma urzędowe” o te dawne przywileje z naddzierżawcami „Ekonomii Bolesławskiej”, a później z prywatnymi właścicielami Wójcina. W trakcie tego nie raz zajmowane było jego bydło, kiedy próbował przez fakty dokonane dochodzić swych praw do „wolnego pastwiska”. W 1821 roku prowadzone było dochodzenie w sprawie odebranych kościołowi gruntów i przyłączonych do „ekonomii bolesławskiej” zapewne jeszcze w okresie napoleońskim. Prowadzący dochodzenie komisarz wysłuchał także 5 świadków spośród włościan wójcińskich. Byli to:

Jakub Korek, Grzegorz Szczepaniak, Andrzej Alberty, Paweł Lisowski i Katarzyna Szczepaniaczka.

 Ksiądz proboszcz zaczął też z czasem otrzymywać odszkodowanie za swoje łąki odpadłe do Byczyny na podstawie wspominanej już umowy z 1835 roku, która kończyła 300-letnią wojnę wójcińsko-byczyńską. Wspomniane wyżej uprawnienia plebańskie „do wrębu i pastwiska” oraz do łąk za Prosną, w jakiejś skromnej mierze dotyczyły też włościan poddanych plebanowi.
Wójcińscy chłopi dzielili się od wieków na tych, którzy byli użytkownikami ziemi należącej do króla, a potem należącej do skarbu władców państw zaborczych oraz na tych, którzy żyli z uprawy ziemi stanowiącej własność proboszcza. O sytuacji tych ostatnich w tym czasie wiemy co nieco więcej, ponieważ zachował się bardzo szczegółowy spis inwentarza plebańskiego z początku 1847 roku (Wój 1). Wtedy to po śmierci księdza proboszcza Mateusza Lisieckiego parafię przejął nowy proboszcz, którym był ksiądz Franciszek Mierzwicki. Była to postać już dobrze znana w Wójcinie, ponieważ był on wikarym wójcińskim od 1840 roku, a także właściwym administratorem parafii z powodu „starości” proboszcza Mateusza Lisieckiego (Pat 18).

  Do zabudowań plebańskich należały wtedy dwa budynki z których, nowy był murowany, a stary - drewniany, i mieszkał w nim niejaki Aleksander Kubacki, dzierżawca zarządzający majątkiem proboszcza. Obejrzyjmy sobie teraz całe to gospodarstwo.  W podwórzu plebańskim znajdowały się następujące zabudowania gospodarcze: stajnia, obora, sieczkarnia, owczarnia, stodoła o 3 sąsiekach, szopa na wozy i sprzęt, spichlerz nowy i stary, 2 chlewiki, kurnik i skład na ziemniaki. Pomiędzy tymi zabudowaniami ciągnęły się 2 sady owocowe. Do plebańskich budynków mieszkalnych zaliczały się: wikarynka, którą zamieszkiwał aktualnie komornik nazywający się Jan Grabarz; chałupa z oborą, w której mieszkał organista; czworaki plebańskie (dawna karczma), a w nich zamieszkiwało trzech komorników - Piotr Dubicz, Łukasz Mendel i wdowa Chrzonka (czwarta izba była niezamieszkała); w stronę Chróścina stały 4 chałupy plebańskie z chlewami i stodołami, a w nich mieszkali – Piotr Mrówka, Jan Zataj, Jan Białek i Walenty Adamik; stały tam też obok dwie chałupy stanowiące własność chłopów plebańskich – Mateusza i Walentego Mendlów; na placu przed kościołem stały dwie chałupy na gruncie plebańskim zamieszkałe przez Wojciecha Woźniakowskiego, który był kowalem i miał kuźnię - oraz Szymona Brozelowskiego. Cała ta dwunastka zobowiązana była do nieodpłatnej pracy na gruntach plebańskich zwanej wtedy robocizną „ręczną”, a już nie pańszczyzną „pieszą”, jak mówiono dawniej. Wymiar tej darmowej robocizny wahał się od 1 do 2 dni pańszczyźnianych, ponieważ dotyczył uboższej kategorii chłopów, zwanych zagrodnikami, chałupnikami i komornikami. Niewiele mniejsze korzyści czerpał pleban ze swych gruntów w Żdżarach. 

    Powyżej wspominaliśmy już kilkakrotnie o prywatyzacji Wójcina, warto więc teraz zająć się bardziej szczegółowo tym wydarzeniem i jego skutkami dla mieszkańców wsi i najbliższego otoczenia. Cały „klucz wójciński”, czyli zespół okolicznych majątków ziemskich, zakupiła w 1838 roku wspominana już wcześniej Petronela z Barrerów Niewodowska, żona Tadeusza Niewodowskiego.  Łączny koszt zakupu „klucza wójcińskiego” w 1838 roku wyniósł 81.086, 24 złotych, prócz wierzytelności Towarzystwa Kredytowego 78.700 złotych i kanonu 2.858 złotych (Pat 8). Towarzystwo Kredytowe Ziemskie było polską instytucją bankową udzielającą kredyty długoterminowe, do tego Towarzystwa przystąpił kiedyś rząd autonomicznego Królestwa z częścią dóbr narodowych i poduchownych, i może nie potrafił poradzić sobie z ratami, a może chciał pozbyć się kłopotu? Już w 1828 roku minister skarbu, książę Ksawery Drucki-Lubecki, postanowił sprzedawać dobra skarbowe całymi kluczami i folwarkami - i to bez zabezpieczenia dotychczasowych praw włościanom dóbr narodowych! Najwięcej wtedy sprzedano majątków z Kaliskiego, ale widocznie Wójcina jeszcze wtedy nie ruszano. W 1835 roku po upadku powstania listopadowego władze rosyjskie rozdawały swoim ludziom skonfiskowane majątki, a potem postanowiły je razem z gruntami rządowymi oczynszować i akcja ta będzie trwała aż do połowy XIX wieku. Czy w Wójcinie panowała jeszcze pańszczyzna w czasie prywatyzacji, czy też wieś była już oczynszowana?  Ks. Patykiewicz, informując o sprzedaży Wójcina, wymienia tylko istniejące wówczas folwarki, które należały do „klucza wójcińskiego”:

 „Wójcin, Gola, Wójcinek, z lasami Ludomierz, Makowszczyzna, młyn Gola (osada wieczysta), razem z piaskiem było 1660 mórg”.

  Autor nic nie wspomina o mieszkających we wsi rolnikach, nie podaje czy zostali już oczynszowani wcześniej, czy Wójcin był nadal wsią pańszczyźnianą. Władze Kongresówki oczynszowały prawie wszystkie wsie skarbowe do połowy wieku, ale czy chłopi z Wójcina też zdążyli się na to załapać przed prywatyzacją Wójcina w 1838 roku? O tym nic nam nie wiadomo. To, że cały Wójcin stał się wówczas wsią prywatną, a nie same folwarki tylko sprywatyzowano, jakby można było wnosić z przekazu W. Patykiewicza, zapisane zostało w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego (SGKP). Można więc chyba zaufać jego autorom, którzy pod hasłem Wójcin umieścili m.in. taki fragment:

„W 1831 przybudowano [....]. Później wieś przechodzi na własność prywatną”.

   Tutaj wyraźnie zapisano, że to „wieś” przeszła na własność prywatną, a nie tylko „folwarki”. Jednak „korony” dowód na taki stan rzeczy znajdujemy we wspomnianej już Tabeli Likwidacyjnej z 1864 roku (Tab), w której znajdujemy imienny wykaz chłopów wójcińskich wraz z przydzieloną im na własność ilością ziemi, należącej dotychczas do ówczesnej właścicielki wsi, Oktawii Darewskiej.
Tak więc wójcinianie będą mieli od 1838 roku na karku prywatnych dziedziców i to przez blisko ćwierć wieku (1838 –1863), ale pochodzącej z Hiszpanii nowej posiadaczce Wójcina nie uda się tu próba stworzenia czegoś na wzór „murzyńskiej plantacji”, jeśli nosiła się w ogóle z takimi zamiarami. Czy istniała pańszczyzna w majątkach Niewodowskich?
 
 Wyżej informowaliśmy o zobowiązaniach chłopów w folwarku kościelnym i wiemy, że istniał tam 1-2 dniowy wymiar pańszczyzny. W tej sytuacji należy wątpić, aby istniała taka asymetria, że chłopi wójcińscy użytkujący grunty Niewodowskich nie odrabialiby pańszczyzny w ogóle, a ich sytuacja życiowa byłaby zupełnie inna niż chłopów plebańskich.  Komasacja gruntów folwarcznych przeprowadzona przez Niewodowskich w 1844 roku i prawdopodobne przestawianie gospodarki z trójpolówki na płodozmian - oznaczało zwiększenie powierzchni uprawnej o jedną trzecią. W takiej sytuacji Niewodowskim nie opłacałaby się na razie zamiana pańszczyzny na czynsze, ponieważ wiązałoby się to z koniecznością najmowania i opłacania robotników rolnych do prac polowych. Z drugiej znów strony mniej zamożni chłopi plebańscy, mając do wyboru pańszczyznę lub rentę pieniężną, mogli wybrać sobie pańszczyznę, z uwagi na brak pieniędzy na opłacanie czynszu. Wiemy, że w 1847 roku proboszczowi płaciło „meszne” 12 półrolników i 65 kwartników z Wójcina Niewodowskich, czyli chłopów średniorolnych i małorolnych (Wój 1). Ciekawe, jakie obciążenia wobec dziedziców na nich wtedy spoczywały?

   Zastanawiające jest to, skąd taka egzotyczna osoba o hiszpańskim nazwisku jak Petronela Barrera trafiła nad Prosnę i skąd mogła mieć wystarczające środki na zakup Wójcina z folwarkami oraz Goli, Makowszczyzny i Ludomierza, czyli całego „klucza wójcińskiego”? Możemy jednak, co najwyżej snuć przypuszczenia opierające się na bardzo wątłych przesłankach. Hiszpania była kiedyś potęgą kolonialną, władającą Ameryką Łacińską (bez Brazylii) oraz 1/3 obszaru dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. To imperium zaczęło rozpadać się w pierwszej ćwiartce XIX wieku, ale jego resztki pozostały w rękach hiszpańskich aż do końca XIX stulecia (Kuba 1898). Fortuny hiszpańskie rosły tam na plantacjach, gdzie niewolnicy murzyńscy uprawiali trzcinę cukrową, kakao, bawełnę itp. Tadeusz Niewodowski pochodził z okolic Wizny, miał skromną posiadłość koło Augustowa i własny dom na Starym Mieście w Warszawie. Kiedyś był zawodowym oficerem: służył w armii pruskiej, potem napoleońskiej, a w końcu w armii polskiej Wielkiego Księcia Konstantego, brata cara rosyjskiego, gdzie dosłużył się stopnia podpułkownika. Jako żołnierz napoleońskiej Legii Nadwiślańskiej spędził kilka lat w Hiszpanii, gdzie poznał Petronelę, córkę burmistrza Saragossy, Juana Barrery. Jako ciekawostkę można podać fakt, że wspomniane trzy osoby posłużyły Wacławowi Gąsiorowskiemu, popularnemu autorowi powieści historycznych o czasach napoleońskich, za pierwowzór postaci literackich w powieściach „Szwoleżerowie gwardii” i „Huragan” (JMW 98).  Niewodowski występuje tam jako „porucznik” i „kapitan Niewodowski”; Petronela - jako „Dolores Bagierro”, „kapitanowa”, „Hiszpanka” i „żona Niewodowskiego”; ojciec Petroneli, Juan Barrera - jako „generał don Basilio Bagierro”. Matką chrzestną jedynaczki Niewodowskich, Oktawii, została później niejaka Bregin da Gonzales Oeforte z Niewodowskich „w Królestwie Hiszpanii zamieszkała” (APŁ), która przybyła specjalnie na tę uroczystość nad Prosnę. 

 

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2021.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej