top_banner

Posłowie. Riposta.

Str. 2

Przed wojną ksiądz drukował niektóre swoje teksty na różne tematy w tygodniku katolickim „Niedziela”, a po wojnie w „Wiadomościach Diecezjalnych”. Akta pozostałe po ks. Walentym Patykiewiczu obejmują 120 opracowań w formie rękopiśmiennej i maszynopisowej, a znajdują się głównie w Częstochowie w archiwum arcybiskupim jego imienia, a zaledwie kilka w Muzeum Ziemi Wieluńskiej.

Ks. dr Walenty Patykiewicz był bowiem organizatorem i pierwszym dyrektorem Archiwum Diecezji Częstochowskiej. Gromadził łacińskie księgi metrykalne, akta konsystorskie, dziekańskie i parafialne. Część z nich pozyskał z Archiwum Diecezjalnego we Włocławku, a inne przejął z archiwów parafialnych. Nie tylko powiększał zbiory, ale je także katalogował. W 1959 roku akta zmikrofilmowano w Bibliotece Narodowej w Warszawie. W roku 1992 Częstochowa została stolicą metropolii kościelnej i powstało tam Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej. W 2009 roku odbyło się tam sympozjum naukowe ku czci ks. W. Patykiewicza na temat: „Udostępnianie materiałów archiwalnych w archiwach kościelnych”. Wtedy wszystkim zakomunikowano dekret arcybiskupa Stanisława Nowaka, który zmienił nazwę Archiwum Archidiecezjalnego na Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej im. ks. Walentego Patykiewicza w Częstochowie. W ten sposób wyrażona została wdzięczność całego częstochowskiego Kościoła dla tego niestrudzonego archiwariusza i autora. Niektóre informacje o pionierze historiografii wójcińskiej zasięgnąłem na stronie internetowej tegoż Archiwum i stamtąd też  pochodzi prezentowane zdjęcie.

Jan Maślanka odwołuje się do ks. W. Patykiewicza wielokrotnie:
- w pierwszej książce – 6 razy („Dzietrzkowice.Rys historyczny wsi 1234-2006);
- w drugiej – 1 raz („Łubnice pocysterskie 1234-2007”);
- w następnej – 23 razy („Dwory Weryho-Darewskich na tle dziejów”);
- w ostatniej – 17 razy („Dzieje ziem i ludzi Wójcina, Chotowa i Mieleszyna …”).

Natomiast ja  mam 51 odsyłaczy odnoszących  się do  ks. W. Patykiewicza. („Dzieje Wójcina nad Prosną”).


Konrad Józef Wilczyński(1928-1999)

komunia 1937

Fragment zdjęcia komunijnego sprzed wojny. Może tu być także 10-letni Konrad. Całe zdjęcie jest na s. 127

Nie posiadam żadnego wizerunku autora książki. Ale może on znajdować się na powyższej fotografii, która przedstawia chłopców z komunii przedwojennej.

K. Wilczyński urodził się w północnych Niemczech w miejscowości Wismar (Meklemburgia). Jego matka, Witosława Pawyza, pochodziła z Wójcina i pracowała na „saksach” w niemieckim majątku ziemskim. Tam wyszła za mąż za Konstantego Wilczyńskiego, który był tzw. „Vorarbajterem”, czyli robotnikiem-agentem, mającym za zadanie sprowadzenie do majątku całej grupy robotników jemu bezpośrednio podległych. Taki agent był odpowiedzialny za ich pracę i pobierał pobory dla całej grupy. Miał za to zapłatę i prowizję z poborów całej tej ekipy. Czerpał także korzyści z tego, że jego żona prowadziła kuchnię dla robotników. Szło im więc nieźle i doczekali się dwójki dzieci, w tym interesującego nas Konrada.
Jednak gdy Hitler doszedł do władzy - wtedy obcokrajowcom postawiono twarde warunki: albo przyjąć obywatelstwo niemieckie, albo opuścić Niemcy. Matka, która już wtedy  była wdową i miał dwójkę dzieci na utrzymaniu, zdecydowała się na powrót do Wójcina. Przybyli tam w 1934 roku i zamieszkali w domu Pawyzów na Małej Stronce. Tutaj siedmioletni Konrad Wilczyński zaczął chodzić do szkoły i ten krótki okres swego życia uwiecznił w swych wspomnieniach.

Po wybuchu wojny w 1939 roku, jako jedenastoletni robotnik, zaczął pracować wraz z mamą w majątku niemieckim po drugiej stronie Prosny, na co gmina niemiecka dawała jeszcze wtedy przepustki. Jego robota polegała na tym, że pomagał mamie w odnoszeniu koszyków z ziemniakami i burakami. W następnym roku nastąpiły już jednak wysiedlenia ludności Wójcina. Być może rodzina Konrada nie była wysiedlona, lecz pozostała we wsi, pracując w majątkach za Prosną, na Makowszczyźnie lub osiedlonych w Wójcinie „chaziajów” w 1941 roku. Można tak zakładać, bo Andrzej Głąb, kolekcjoner starych pamiątek z dziejów wsi, znalazł niedawno na deskach organów kościelnych  wyryte imię i nazwisko Konrada oraz datę 1944, co uwiecznił na fotografii.

Po wojnie Konrad wraz z matką zamieszkał na Dolnym Śląsku w Jedlinie Zdroju, gdzie zaczął pracować w tamtejszej fabryce izolatorów (Zakłady Porcelany Elektrotechnicznej „Zofiówka”). Z czasem został tam głównym księgowym, a potem kierownikiem działu zatrudnienia i płac. Ożenił się z Marianną Dulas, córką Stanisława Dulasa z Wójcina. W 1989 roku wraz z żoną przeprowadził się do Sydney w Australii, gdzie mieszkała już ich jedyna córka, Aldona Janus. Tam pracował jeszcze przez 10 lat, zajmując się naprawą systemów zegarowych pralek w prywatnej firmie. Tam też powstał pomysł napisania wspomnień z krótkiego pobytu w Wójcinie zatytułowanego:

„Wójcin mego dzieciństwa 1934-1939” (1993/1995).

Książka ukazała się najpierw drukiem w Sydney, a potem w Krakowie.

Publikacja ta celowo została napisana przedwojenną gwarą „wójcińską”, którą autor pragnął ocalić od zapomnienia. Stąd też ta książka może być ciekawym dokumentem  źródłowym dla językoznawców. Jak wiadomo z relacji jego córki, Aldony Janus, zachowała się również druga wersja tego opracowania, która napisana została współcześnie używaną polszczyzną.

We wspomnieniach Wilczyńskiego znajdziemy barwny opis wyglądu wsi oraz warunków życia i pracy jej mieszkańców, którzy pracowali na roli lub zajmowali się  różnorodnym rzemiosłem oraz handlem wiejskim. Poznamy także ówczesne organizacje społeczne, obrzędy, obyczaje i rozrywkę, życie szkolne, a nawet sposoby ubierania się kobiet, mężczyzn i dzieci.

Dla młodych czytelników, nie znających jednak „wójcińskiej gwary”, może stanowić ona niełatwą przeszkodę do pokonania w trakcie lektury tych wspomnień. Mimo, iż K. Wilczyński pisał o swych czasach dziecięcych, to był on jednak bardzo bystrym obserwatorem ówczesnej rzeczywistości wójcińskiej. Czasem wplatał do tych wspomnień  historyjki o czasach dawniejszych, jeśli usłyszał o nich coś od osób dorosłych. Pisał z perspektywy człowieka dorosłego, który już nie jedno w życiu widział.
Próbował ze zmiennym szczęściem kontaktować się listownie ze swoimi dawnymi kolegami w celu odświeżenia wspomnień i zasięgnięcia informacji o postaciach, o których chciał pisać. Odwiedził także Wójcin w latach 90.

J. Maślanka odwołuje się do jego opracowania wielokrotnie:
- w pierwszej książce 9 razy („Dzietrzkowice. Rys historyczny wsi 1234-2006);
- w drugiej – 5 razy  („Łubnice pocysterskie 1234-2007”);
- w  następnej – 7 razy („Dwory Weryho-Darewskich na tle dziejów”);
- w ostatniej – 7 razy („Dzieje ziem i ludzi Wójcina, Chotowa i Mieleszyna …”).

Ja natomiast mam takich odsyłaczy 18, ale nazwisko jego wplecione zostało też kilka razy w treści związane z opisem historycznych osiedli, parcelacji folwarku oraz  życia wsi w latach trzydziestych XX wieku. 

                                               
Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2017.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej