top_banner

Posłowie. Riposta.

Str. 14

Dużo dobrego dla poprawy reputacji Darewskich zrobił Zygmunt Darewski, który może nie mógł wytrzymać tej dusznej atmosfery między Golą, Chróścinem a Makowszczyzną i przeniósł się bliżej Wielunia, kupując wspólnie ze swym bratem z Goli, Wiktorem, tamtejszy majątek. Tam, znajdując się blisko patriotycznego środowiska wieluńskiego,  odrodził się i pojawił jakby nowy Zygmunt Darewski, społecznik i filantrop. Z książki Jana Maślanki dowiadujemy się (JMW 104), że za jego staraniem utworzono w Wieluniu szkołę czteroklasową z polskim językiem wykładowym w 1906 roku. Takie polskie, ale tylko prywatne szkoły, wolno było już tworzyć po rewolucji 1905 roku w Rosji. Nadzór nad szkołą powierzono Radzie Opiekuńczej, której Zygmunt był przewodniczącym aż do 1911 roku. W 1907 roku Zygmunt na własny koszt wyremontował część gmachu byłego klasztoru ojców Augustianów i urządził tam bursę dla niezamożnych uczniów. W latach 1912/1913 ufundował również przytułek dla starców, kalek i ubogich nauczycielek (2 pokoje). Udzielał również pomocy materialnej młodzieży tego potrzebującej.

Zakładom przez niego założonym nadał imiona swoich zmarłych żon: bursie – imię Adeli Weryho-Darewskiej, a przytułkowi – imię Stanisławy Weryho-Darewskiej. Wcześniej, jego druga żona, Stanisława, założyła na własny koszt w Chotowie prywatną szkołę jednoklasową dla dzieci tamtejszych robotników i służby dóbr chotowskich. W ten sposób nazwisko Darewskich w powiecie wieluńskim, w ciągu zaledwie siedmiu lat, nabrało takiego blasku, że swoim światłem opromieniało też nazwiska Antepowiczów i innych rodzin skoligaconych. Zygmunt Darewski był zwolennikiem Narodowej Demokracji, legalnej już wtedy polskiej partii politycznej, która zrzeszała ludzi zamożnych, pochodzących głównie ze środowisk polskiego ziemiaństwa i mieszczaństwa. Partia ta dzięki swoim możliwościom materialnym położyła wtedy wielkie zasługi dla utrzymania polskości i dla rozwoju prywatnych szkół polskich.

 Wróćmy jednak znów do Antepowiczów. Ich droga do polskości zaczęła się chyba na dobre dopiero od czasów wybuchu pierwszej wojny światowej, kiedy to od 1914 roku skończyło się panowanie rosyjskie w Kongresówce, nastąpiła okupacja niemiecka, a po czterech latach wybuchła polska niepodległość. W 1914 roku „Kraj Przywiślański” opuścił cały carski aparat ucisku: wojskowi, policjanci, sędziowie, urzędnicy, nauczyciele itd. Rodzina Antepowiczów nie ewakuowała się tak jak inne, a synowie Dymitra nie poddali się rosyjskiej mobilizacji wojskowej i to był ich świadomy wybór. Po powstaniu Polski niepodległej przyjęli obywatelstwo polskie, podobnie jak zrobiło to młodsze pokolenie Łopuchinów. Nie wegetowali więc w nowym państwie jako rosyjska „biała” emigracja.

Najtrudniej może było im rozstać się z religią prawosławną. Wiemy z lektury książek J. Maślanki, że stary Antepowicz pozostał do śmierci (+ 1921) wierny prawosławiu, a młodszy syn Tadeusz dopiero przed ślubem przeszedł na katolicyzm. A ożenił się dopiero gdzieś w końcu lat dwudziestych, mając około 40 lat. Można to wnosić stąd, że jego dzieci rodziły się w latach 1930 i 1933. Jego starszy brat też jakby nie śpieszył się do związku małżeńskiego, może i z asekuracji, bo nie wiadomo było niemal aż do 1917 roku, czy Rosja będzie należała do państw zwycięskich i czy powiększy dodatkowo swoje terytorium o Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie, jak to było uzgodnione w planach wojennych Ententy. Rewolucja komunistyczna w Rosji, w listopadzie 1917 roku, wyjaśniła sytuację i Rosja nie należała już do państw zwycięskich, wycofując się zresztą z wojny i zawierając separatystyczny pokój z Niemcami.

 Dzieci Antoniego rodziły się w latach 1922, 1925 i 1931, co wskazuje na to, że ożenił się już w Polsce niepodległej i zbliżał się też do „czterdziestki”. Ożenił się z sąsiadką ze Żdżar, Jadwigą Kurdwanowską. On chyba wcześniej rozstrzygnął dylematy religijne niż jego młodszy brat. W 1917 roku został umieszczony w testamencie Zygmunta Weryho-Darewskiego jako jego spadkobierca i w 1918 roku majątek Chotów przeszedł w jego ręce.

Gorącą orędowniczką i inicjatorką takiego rozwiązania była siostra Zygmunta, Petronela Antepowiczowa. Jednym z warunków tego zapisu było uzgodnienie zmiany jego nazwiska i odtąd nazywał się on „Antoni Antepowicz Weryho-Darewski”, kontynuując nazwisko Darewskich w Wieluńskiem. Obok swojego ojca adopcyjnego, w czerwcu 1917 roku  wygłosił przemówienie o wydźwięku patriotyczno-polskim podczas uroczystego pożegnania polskich legionistów wychodzących z Wielunia. W Polsce niepodległej znalazł się  już w grudniu 1918 w składzie Rady Gminnej w Mokrsku, a w roku 1919 został też wybrany do Wydziału Powiatowego, organu wykonawczego Sejmiku Wieluńskiego (JMW 126). Widać, że Zygmunt Darewski zaczął wciągać swego adoptowanego syna także do działalności politycznej i można domniemywać, że w ramach Narodowej Demokracji, więc musiał być już wtedy katolikiem. Kto wie, czy jego zaangażowanie polityczne nie mogło przyczynić się też do jego śmierci, ponieważ w czasie okupacji został aresztowany i zmarł w obozie koncentracyjnym.

Pan Jan nie zgadza się z moim przypuszczeniem, że to dziedzic Chotowa, Antoni Antepowicz Weryho-Darewski, mógł walnie przyczynić się do uwiecznienia przedstawicieli linii Darewskich z Wieluńskiego w monografii „Ród kniaziów Weryhów”, napisanej przez Aleksandra Weryhę. Napisałem też, że nie tylko odziedziczył on nazwisko i majątek po swoim wuju Zygmuncie, ale i bardzo starał się o to, aby nie tylko Darewscy, ale i wszyscy Antepowicze znaleźli się w tej monografii. Otóż uważa on, że z powodzeniem mogły o to zadbać też córki zmarłego Oktawiana Darewskiego z Goli, bo ich dzieci i wnuczki również znalazły się w tejże monografii. Przyszły autor książki miał złożyć wizytę w Goli, a niewykluczone, że odwiedzić mógł też Chotów i Makowszczyznę oraz cmentarz w Wójcinie. Miało to być w 1937 roku. Wizytę tę do dziś ma pamiętać Krystyna Dobrzańska z Górkiewiczów (która miał wtedy sześć lat) i (s. 156):


" Ze zdziwieniem przyjmuje informację, jakoby właśnie Antoni Antepowicz „bardzo starał się” i „walnie przyczynił się”, aby nie tylko Darewscy „linii wieluńskiej”, ale i Antepowiczowie „w komplecie znaleźli się” we wspomnianej monografii rodu."


Musimy pamiętać, że w okresie II Rzeczypospolitej życie polityczne zdominował Józef Piłsudski. Był on od dziecka wychowywany na tradycjach patriotycznych powstania styczniowego, w czasie którego jego ojciec był komisarzem Rządu Narodowego na powiat rosieński. W Polsce niepodległej kombatanci powstania styczniowego, żyjący jeszcze wówczas, pojawiali się na wszystkich ważnych uroczystościach państwowych, tak jak dzisiaj kombatanci wojenni i powstańcy warszawscy. W takiej sytuacji nazwisko, znane tylko jako nazwisko carskiego rusyfikatora, mogło być krępujące ze względów towarzyskich. Dzieci wprawdzie nie odpowiadają za czyny swych rodziców ani prawnie, ani moralnie, ale zawsze tam jakaś plamka pozostaje. Co innego, gdyby się tak miało jakiegoś dziadka powstańca styczniowego. Data śmierci Kazimierza Darewskiego umożliwiała takie konotacje, zaś herb Wasylissa z mitrą książęcą, w Polsce już oswojony, także w sferach towarzyskich zapewniał powodzenie i dodawał splendoru. W tamtych czasach, mimo iż Konstytucja Marcowa zniosła tytuły arystokratyczne, miały one jednak w dalszym ciągu niemały walor towarzyski. Powstawanie „Monografii rodu Weryhów” oraz  możliwości wprowadzenia tam rodów skoligaconych – to był prawdziwy dar z nieba.

W całym powiecie wieluńskim niemal od początku XX wieku lśniło w sferach ziemiaństwa nazwisko Weryho-Darewskich. Nie było nikogo innego, kto w tej części Polski nosiłby takie właśnie miano w latach 1935-1937, kiedy to powstawała monografia „Ród kniaziów Weryhów”. To na Antoniego Antepowicza Weryho-Darewskiego musiał natrafić w pierwszej kolejności autor książki, jeśli wybierał się gdzieś w Polskę robić poszukiwania, a na pewno nie szukałby specjalnie Górkiewiczów, Logów czy Lubczyńskich, rodzin skoligaconych z Weryho-Darewskimi. To do Chotowa mógł najpierw przybyć Aleksander Weryha, a nie na Golę. Możliwe jest jednak, że było jakieś ogłoszenie w czasopismach i Gola mogła się tym też zainteresować.

J. Maślanka zauważył, że dzieci Tadeusza Antepowicza nie ma w tamtym zestawie Weryhów, co mogłoby wskazywać, że to nie jego brat miałby być autorem notatki do książki o Weryhach, więc pyta (s. 157):


"Czyżby wuj Antoni o nich zapomniał? "


Nie wiem, czy tu nie chodzi o sugestię, że to Wanda Górkiewiczowa o nich zapomniała? Mogły być przecież i inne przyczyny: pomyłka, nie wniesienie w porę opłaty, czy jakieś inne sprawy regulaminowe.
Ale dziedzice Makowszczyzny byli zaradni. Poradzili sobie z okupacją, przeżyli powstanie warszawskie, a synowie ufundowali ojcu zmarłemu w 1947 roku taki nagrobek:


"Tadeusz Antepowicz został pochowany na Powązkach w grobie, na którego płycie wyryte są nazwiska: Dymitr Kościesza-Dylewski 1905-1944 i Tadeusz Pilawa-Antepowicz 1888-1947. "


„Kościesza i Pilawa – to nazwy herbów”, zauważył J. Maślanka (s. 159).

Dodam tylko jeszcze do tego, że herbu Wasylissa nie znajdziemy w polskich herbarzach, ale w rosyjskich, i owszem. Natomiast Pilawa to czysto polski klejnot szlachecki. Stary to herb jeszcze z XII wieku. Arystokratyczna rodzina Potockich pieczętowała się także właśnie Pilawą i posiadała nawet niektóre ziemie o statusie księstwa, a trafił się między nimi i hrabia. Potoccy dzielili się na: linię hetmańską (Srebrna Pilawa), prymasowską (Złota Pilawa) i wielkopolską najstarszą ze wszystkich (Najstarsza Pilawa). Dwie pierwsze linie rozpadły się z czasem na 10 gałęzi. Nazwiska Antepowicz nie znajdziemy wśród herbownych „Pilawy”, ale Dylewscy byli herbownymi „Kościeszy”.

Wiemy, co robiły wnuki Dymitra Antepowicza, pochodzący z roczników 1930 i 1933, w końcowej fazie okupacji w Warszawie, bo relację na ten temat złożył starszy z nich. Początkowo nie mieli problemów z wyżywieniem, ponieważ ojciec, rolnik z wykształcenia, zarządzał „terenami zielonymi”, gospodarstwem rolnym należącym do warszawskich „Tramwajów” i podlegał mu magazyn żywnościowy. Ale w czasie powstania zapanowała bieda i głód. Chleb produkowany był wtedy z mąki kasztanowej, a marmolada - z buraków. Starszy z młodych Antepowiczów, który był harcerzem, miał starać się o żywność do szpitala i do domu. Z ogródków działkowych jakiś czas można było „organizować” ogórki, pomidory, ziemniaki itp. Pełnił też funkcję obserwatora na posterunku obrony przeciwlotniczej i został nawet dwa razy ranny na dachu. Został też zmobilizowany do pomocy w szpitalu w charakterze sanitariusza. Młodszy z braci miał służyć w najmłodszej grupie harcerskiej przez cały niemal sierpień 1944 roku, gdzie pełnił funkcję łącznika. Młodsi harcerze zajmowali się m.in. liczeniem pojazdów przejeżdżających przez mosty, obserwowali zachowania posterunków żandarmerii i patroli niemieckich (s. 88).

Ojciec chłopców, Tadeusz Antepowicz, zaraz po wojnie w 1945 roku został inspektorem w Ministerstwie Skarbu. Czy pojawiał się też na Makowszczyźnie i regulował jakoś sprawę swoich gruntów rolnych, ponieważ parcelacja nastąpiła tam dopiero w 1948 roku? Nie wiadomo. Zmarł w 1947 roku.

 

Copyright © by Andrzej Głąb Wójcin 2009 - 2018.
Strona wykorzystuje pliki cockies do monitorowania i obsługi więcej